Mateusz Oczkowski dla Wprost o nowej polityce lekowej i zmianach w refundacji leków
Katarzyna Pinkosz, NewsMed, Wprost: 9 września na Forum Ekonomicznym w Karpaczu był ważny dzień: została zaprezentowana Nowa Polityka Lekowa, a ściślej mówiąc: jej główne założenia. Co zmieni się dzięki niej dla pacjentów?
Mateusz Oczkowski, dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji Ministerstwa Zdrowia: To była zapowiedź przed opublikowaniem właściwego głównego dokumentu, który zostanie opublikowany pod koniec września lub na początku października. Pokazaliśmy główne założenia kierunków polityki lekowej państwa na lata 2027-2032, czyli perspektywę 6-letnią, podzieloną na okresy dwuletnie, z trzykrotną ewaluacją.
Dokument: Polityka Lekowa Państwa zaistniał w 2018 roku, stworzony przez wiceministra Marcina Czecha. Wówczas polityka lekowa i Polska były w zupełnie innym miejscu, jeśli chodzi o potrzeby. W polityce lekowej skupialiśmy się wtedy głównie nad tym, jak powiększyć potencjał nowych leków w systemie refundacyjnym. Od września 2018 roku w naszym systemie pojawiły się 784 nowe technologie, czyli czterokrotnie więcej niż zostało zrefundowanych od wejścia ustawy refundacyjnej do pojawienia się dokumentu Polityka Lekowa Państwa.
Dziś głównym problemem już nie jest wchodzenie do refundacji kolejnych nowych terapii, gdyż w dużej mierze te potrzeby zostały już zaspokojone. Teraz najważniejsze jest to, jak zarządzać tym, co już mamy. Oczywiście, jednak do Polityki Lekowej wpisaliśmy dostęp do nowych terapii.
Znalazła się w niej również optymalizacja wydatkowania oraz procesu. W Polityce Lekowej znalazł się też aspekt bezpieczeństwa lekowego, a także kwestia adherencji – podawaliśmy wiele przykładów, jak bardzo leki w Polsce są marnowane, jak często pacjenci nie przestrzegają zaleceń terapeutycznych i uprawiają tzw. turystykę preskrypcyjną. Kolejne elementy, które zawarliśmy, to cyfryzacja, zarządzanie kadrami medycznymi (farmaceuci, lekarze, pielęgniarki), jak również organy podległe i nadzorowane. To 7 głównych kierunków, na których skupił się trzon nowej Polityki Lekowej.
Chcielibyśmy, żeby ten dokument nie był pustą obietnicą, dlatego oparliśmy Politykę Lekową na 10 aktach prawnych, tzw. 10 filarach. Trzy z nich na poziomie krajowym są już znane: to ustawa o refundacji, ustawa o receptach oraz ustawa o refundacji indywidualnej. Dwie kolejne są znane z perspektywy europejskiej – to tzw. European Biotech Act i Pharma Package. Pozostałe ustawy albo zapowiadaliśmy – ustawę o wyrobach medycznych, ustawę o tzw. indywidualnej praktyce zawodowej farmaceuty, o opiece farmaceutycznej. Była też zapowiedź ustawy normującej rynek apteczny, aptek ogólnodostępnych, jak również szpitalnych. Kolejna rzecz to pakiet związany z kontrolą przez GIF.
W Polityce Lekowej znalazła się też kwestia badań klinicznych, zarówno komercyjnych, jak niekomercyjnych, a także kwestia unormowania działalności organizacji pacjenckich, a tak naprawdę określenia, kiedy organizacje pacjenckie mogą zabierać głos, a kiedy jest to już głos na granicy lobbingu. Chcielibyśmy, żeby sprawa była jasna: jeśli ktoś zabiera głos, to powinniśmy wiedzieć, kto go sponsoruje. Jeśli organizacja pacjencka chce kreować proces legislacyjny czy refundacyjny, to uważamy, że należałoby dla takich organizacji otworzyć specjalny fundusz – podobnie jak to jest w innych krajach europejskich.
Dlaczego to robimy? Jeśli Ministerstwo Zdrowia jest wzywane do Sejmu na Komisje Zdrowia, zespoły parlamentarne, a w nazwie spotkania znajduje się nazwa handlowa leku, to wydaje się, że właściwy kierunek nieco się zatarł. Jest to niejako „żółta kartka”, która pokazuje, że kierunek nie jest w taką stronę, w jaką trzeba.
Jedną z zapowiadanych zmian jest rezygnacja z progu 17 proc. budżetu NFZ na refundację leków. Skąd ta zmiana?
Nigdy nie udało się zrealizować progu 17 proc. budżetu NFZ na refundację leków; czasem było to 14 proc., często mniej. Nie wiem, czy określenie procentu budżetu NFZ na refundację leków jest dobrym rozwiązaniem, bo jeśli jest to łączone z ustawowym playbackiem, który ma uruchamiać zwrot do budżetu państwa, to raczej chcielibyśmy, żeby taki zwrot był.
Inne państwa wyznaczają pewne progi finansowe, czyli plan finansowy na kilka lat. W Polsce mamy dużą dysproporcję w zakresie wydatków na programy lekowe oraz na leki z rynku aptecznego.
Rynek apteczny to dziś refundacja w wysokości ok. 15 mld zł dla 24 milionów pacjentów, co oznacza średnio 624 zł na pacjenta. W programach lekowych jest ok. 370 tys. pacjentów, wydajemy na nie ok. 13 mld zł, 40 tys. na pacjenta. Nie można tych obszarów wkładać „do jednego worka”. Chcielibyśmy, żeby progi i paybacki były rozłączne dla tych dwóch obszarów.
To znaczy, że budżet refundacyjny byłby podzielony na te dwa obszary?
Tak. Myślę, że uda się to całkowicie rozdzielić.
Celem jest to, żeby więcej leków było w refundacji aptecznej?
Tak, chcemy dojść do zwiększenia potencjału i procentu leków, które są dla pacjentów refundowane w refundacji aptecznej. Bo czy przebija się głos 370 tys. pacjentów, którzy otrzymują technologie najwyższej klasy, że w Polsce jest dobra dostępność do innowacji? Nie. Przebija się raczej głos 24 mln Polaków, którzy są zabezpieczeni w leki refundowane, a duża część z nich otrzymała receptę nierefundowaną. Chcemy przemodelować system, czyli naszą współodpowiedzialność.
Być może kiedyś będziemy gotowi na to, że ten system będzie inaczej ułożony: każdy będzie miał – ze względu na to, ile zarabia – pewien minimalny próg wejścia do systemu refundacyjnego, na zasadzie np. najpierw ryczałt, odpłatność 30 proc., 50 proc. aż dojdzie do pewnego progu, po przejściu którego wszystkie leki będą za darmo. Takie podejście jest bardzo zdrowe, wiele krajów go stosuje, m.in. Czechy, Słowacja, Dania, Holandia. Czyli: najpierw pacjent wydaje z własnej kieszeni, a dopiero potem uruchamiamy refundację, a później całkowitą bezpłatność.
Mam nadzieję, że do tego będziemy dążyć – po tych wszystkich zmianach, jakie zostaną wdrożone.
Kiedy Nowa Polityka Lekowa może wejść w życie? 1 stycznia 2027 to jest realna data?
Zmieniliśmy datę – wejście polityki lekowej było planowane w 2026 roku, jednak jeśli mamy zrobić ewaluację, to trzeba byłoby ją zrobić już po roku, co wydaje się bardzo krótkim okresem. Polityka Lekowa Państwa 2018-2022 została przeanalizowana dopiero po 4 latach, dlatego wydaje się że okres roku byłby ekstremalnie krótki i bardzo ryzykowny, zwłaszcza w obliczu wyborów parlamentarnych. Nie zamykamy się na to, żeby pewne kierunki zostały zmodyfikowane. Dokonamy ewaluacji, wprowadzimy poprawki, chcielibyśmy jednak, żeby polityka lekowa cechowała się konsekwencją. Bo to właśnie konsekwencja powoduje zwiększenie dostępności lekowej dla pacjentów.
Wspomniał Pan o lepszym zarządzaniu, dotyczy to m.in. hematoonkologii. W programach lekowych znajdują się czasem terapie prowadzone w sposób ciągły oraz terapie ograniczone w czasie. Zapowiadał Pan, że Ministerstwo Zdrowia chciałoby promować terapii ograniczone w czasie. W jaki sposób?
W hematoonkologii dotyczy to szczególnie przewlekłej białaczki limfocytowej.
W programie lekowym znajdują się terapie podawane w sposób ciągły, do progresji choroby, oraz terapie ograniczone w czasie. Pamiętam, jak pacjenci mówili, że marzą o tym, żeby otrzymywać terapie ograniczone w czasie przez 12 miesięcy i zakończyć leczenie w programie lekowym. Okazuje się jednak, że potencjał terapii ograniczonych w czasie nie został wykorzystany.
Szpitale tłumaczą, że problemem jest miareczkowanie jednego z leku, dlatego stosują terapie podawane w sposób ciągły. A potem klinicyści mówią, że problemem są kolejki pacjentów do leczenia. Kolejki są, m.in. dlatego, że w zbyt małym stopniu wykorzystywane są terapie ograniczone w czasie.
Dlatego chcemy dążyć do wykluczenia pewnych absurdów i premiować – poprzez zachęty finansowe, czyli tzw. koszyki równoważne – stosowanie terapii ograniczonych w czasie. Zapłacimy świadczeniodawcy więcej, jeśli rzeczywiście doprowadzi pacjenta do wyleczenia, a nie będzie permanentnie go leczyć.
Kolejnym przykładem są terapie w programie lekowym raka płuca. Optymalizujemy ten program w taki sposób, że inhibitory PDL-1 (immunoterapia) nie będą stosowane w nieskończoność. Po dwóch latach pacjenci będą kończyć leczenie. Ci, którzy są leczeni dłużej – będą na tzw. wakacjach terapeutycznych. Jeśli nastąpi nawrót choroby, będą mogli być znów włączeni do programu lekowego. Tę zmianę udało się zrobić w raku płuca, dlaczego nie zrobić tego także w innych programach lekowych? Wydaje się to bardzo słusznym kierunkiem.
Takie zmiany byłyby zapisywane w programach lekowych?
Tak – w programach lekowych, albo w zarządzeniach prezesa NFZ jako zachęta finansowa dla świadczeniodawców.
Co nowego w refundacji? Czego możemy się spodziewać na nowej, październikowej liście refundacyjnej? Jesteśmy jeszcze przed publikacją listy, ale czy uchyli Pan rąbka tajemnicy?
Nie chcę uchylać rąbka tajemnicy.
Wszyscy spodziewają się, że skoro koniec roku, to pewnie nie będzie na listach nic nowego. Ale raczej będzie o czym mówić. To ostatnie obwieszczenie na 2026 rok. Projekt listy ogłosimy 15 września, zapraszamy na konferencję prasową. Zamierzamy też podczas konferencji prasowej pokazać pierwsze efekty związane z optymalizacją listy leków darmowych.
Czyli – chociaż Ministerstwo Zdrowia deklaruje, że nie liczba nowych terapii jest najważniejsza, to można spodziewać się, że na listach nowe terapie się pojawią?
Jak najbardziej, gdyż chcemy, żeby oszczędności, m.in. z optymalizacji list darmowych leków były przeznaczone na terapie, które są w dostępności aptecznej dla pacjentów.
Przedstawimy też pierwsze technologie (z art. 30a) z gastroenterologii, endokrynologii i ginekologii. Jak widać: spełniamy obietnice.
Czyli już 15 września możemy spodziewać się nowości na listach, a kolejnych – od 1 stycznia 2027?
Tak, będzie nowy rok i nowe otwarcie…